piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 7 - Beautiful Day

Weszłam do gabinetu. Doktor dokładnie zszył moją ranę. Gdy wróciłam do pokoju byłam bardzo zmęczona, więc odrazu weszłam pod kołdrę i zasnęłam głębokim snem.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama mówiąc, że jutro przyjeżdżają po mnie i Wiktorię. W pewnym sensie się ucieszyłam, bo nie chciałam tu zostać ani chwili dłużej. A z drugiej strony po powrocie będę miała niezłą jazdę. Gdy teraz tak rozmyślam, byłam strasznie naiwna myśląc, że ktoś taki jak GDRAGON -  największa gwiazda kpop’u, jak i również mody - może się zakochać w kimś takim jak ja. A poza tym ja mam dopiero 17 lat, a on w tym roku kończył 27! „Ale jestem głupia..“ Wbijałam sobie do głowy.
- DZIEŃ DOBRY ŚPIOCHU! 
- Dzień dobry Dami. 
- Przyszykowałam już śniadanie na balkonie. Chodź. - szybko wzięłam kąpiel i dołączyłam  do Wiki i Dami.
- To jakie plany na dziś? - spytała Wiktoria.
- Pakowanie się do wyjazdu - odparłam z pełną buzią. Nie dziwcie się tak! Nie jadłam nic od prawie 24 godzin.
- Jakiego wyjazdu? - zasmuciła się Dami.
- Przed chwilą dzwoniła do mnie mama. Powiedziała, że jutro po nas przyjadą.
- Jak to?! - wrzasnęła Wiki.
- Przecież oni  nie zgodzili się na ten wyjazd, tak? Zapomniałaś już? 
- No taak, ale... nie możemy jeszcze tu zostać? Dopiero co zaczęłam spotykać się z Tabim. - spuściła oczy w dół.
- Przykro mi. 
Cały dzień spędziłyśmy na zbieraniu swoich rzeczy. Nie miałyśmy chwili wytchnienia, a przynajmniej ja, bo Wiktoria większość czasu przesiadywała u Tabiego w pokoju. Nie byłam na nią zła. Rozumiałam, że tak szybko się nie zobaczą i muszą jeszcze pobyć razem.

***

Był wieczór. Wszyscy kładli się do łóżek. Lecz ja nie mogłam zasnąć tak jak pierwszej nocy. Wreszcie wyszłam na ogród. Usiadłam tam, gdzie wcześniej, wspominając tamto wydarzenie. Siedziałam tam do ranka i, ku swojemu zaskoczeniu, nie chciało mi się spać. Ani trochę. Nagle usłyszałam głos mojej mamy, która podbiegła do mnie i zaczęła mnie całować i ściskać. Ale od razu zrobiła kamienną mine i kazała mi iść do samochodu. Wszystkie rzeczy były już w bagażniku. Wiktoria żegnała się jeszcze z Tabim,  ja wodziłam wzrokiem za Smoczym.. Nie przyszedł, w sumie to dobrze, bo chyba zrozumiał wtedy na korytarzu, że nie chcę go już więcej widzieć. Ostatni raz spojrzałam na hotel i wsiadłam do samochodu. Ruszyliśmy. Nagle minęliśmy uliczkę, gdzie po raz pierwszy spotkałam GD. Moje serce lekko drgnęło. Nie mogę zaprzeczyć, że już nic do niego nie czuję, ponieważ to by było kłamstwem, ale uważałam, że z czasem to minie. W Polsce byliśmy około dwudziestej drugiej. Gdy weszłam do swojego pokoju wiedziałam, że znów wróciłam do mojego nudnego życia, choć jakby tak pomyśleć -  wtedy było lepsze, ponieważ nie słyszałam tak bolesnych słów jak dotąd. Wzięłam głęboki oddech i pomyślałam: „ Jakoś to będzie, dam radę. Przecież życie  nie kończy się na jednym upadku.“ 

2 komentarze:

  1. Czemu to musi być tak krótkię ?! Hę ?!!? Mega ten zwrot akcji... ogółem BOŻE !!! KOCHAM TO OPOWIADANIE <3

    OdpowiedzUsuń