wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 5 - Beautiful Day

Zbliżał się wieczór. Byłyśmy już gotowe do wyjścia. Nie chciałyśmy za bardzo rzucać się w oczy dlatego też każda z nas była ubrana w skromną sukienkę przed kolano i dodatek typu biała różyczka we włosach. Według Dami wyglądałyśmy olśniewająco. Ucieszyłam się, że tak uważała. W końcu była siostrą Kwon’a i chyba wiedziała co najbardziej mu się podoba. Zeszłyśmy na dół. Wszyscy już zasiedli do stołu oprócz nas. Czułam się głupio bo gdy weszłyśmy wszystkie oczy siekrowały się na nas i o mało co nie wyskoczyły im z orbit. Naprawdę byłyśmy aż tak ładnie ubrane ? Czy może odwrotnie ? Jedynie GDragon nawet nie podniósł głowy żeby zobaczyć kto wszedł do sali. Twarz miał taką obojętną. Wiedziałam, że ten wieczór nie będzie jednym z moich ulubionych. Oczywiście na pierwszym miejscu był ten gdzie siedziałam z GD w ogrodzie. Było tak przyjemnie. Wspominałam. Nagle ktoś trącił mnie łokciem. Wróciłam na ziemie. - Może usiądziemy ? Chyba nie będziemy tak stać ? - powiedziała szeptem. - A tak. - uśmiechnęłam się ironicznie. Wika usiadła koło Tabiego ,a ja... ja rzecz jasna koło GDragona. - Cześć - zaczęłam. Chyba nie miał ochoty ze mną rozmawiać. Udawał że nic nie słyszy. Znów zakuło mnie serce. Pomyślałam, że to moja wina ale zaczęłam sobie tłumaczyć, że na pewno miał ciężki dzień i niezbyt podoba mu się siedzenie przy tym stole, a co dopiero miałby chęć gawędzić o jakiś drobnostkach. Minęły już dwie godziny. Każdy w miare możliwości próbował rozwijać nowe tematy. Nagle Kwon Ji Yong wstał od stołu ,przeprosił i wyszedł. To była moja ostatnia szansa żeby spełnić swoją misje. Wstałam i szybko wybiegałam z jadanalni. Spotkałam go na korytarzu nie zbyt się spieszył więc szybko go dogoniłam. - Możemy porozmawiać? - chwyciłam go za nadgarstek. Gwałtownie się odwrócił i spojrzał na mnie ostrzegawczo. Wtedy puściłam jego rękę. - Czego chcesz ? - odburknął - Czemu jesteś zły ? Coś cie gnębi ? Jeśli chcesz... - przerwał mi. - ...mogę ci pomóc bla bla bla. TAK słyszałem to wiele razy. A czy przypadkiem teraz nie chciałaś mi powiedzieć coś w stylu, że ci się podobam i nie jestem dla ciebie zwykłym idolem ? hmm... TAK! Widzę to w twoich oczach, masz powiększone źrenice. Tego nie da się ukryć. Może jeszcze sobie ubzdurałaś, że wtedy gdy sobie siedzieliśmy i dałem ci kurtkę to był jakiś znak, że ja cie kocham ? - milczałam. Serce podeszło mi do gardła. - Tak też myślałem. Powiem ci jedno JA CIĘ NIE KOCHAM. Byłem miły tylko dlatego, że moja siostra mnie o to poprosiła. Tak naprawdę uważam, że jesteś za głupia i za brzydka żeby być z kimś takim jak ja. Przykro mi. - szepnął mi do ucha z ironicznym śmieszkiem. Moje oczy w mig napełniły się łzami. Nie chciałam okazywać przy nim słabości więc jak najprędzej wybiegłam z hotelu. Dopiero wtedy zaczęłam płakać jak małe dziecko. Biegłam przed siebie ile sił w nogach. Nie wiedziałam nawet w którą stronę podążam. Parę razy się wywróciłam. Byłam cała brudna ,zapłakana i ze złamanym sercem. Nie chciałam żyć. Chciałam umrzeć tu i teraz. Przebiegłam przez wielką brame do lasu gdy akurat w tym samym momencie zaczął padać deszcz. Po chwili się poślizgnęłam i upadłam na skałe. Chciałam się podnieść lecz nie mogłam. Moje kolano było rozcięte. Krew lała się strumieniami. Byłam przerażona. Ale nie mogłam porównywać skaleczonej nogi do słów które wypowiedział do mnie smoczy. Bardziej bolały mnie one niż rozcięta do samej kości noga. Mijały godziny ,a ja leżałam w środku lasu cierpiąc przez rozbachorzonego piosenkarza.To było naprawdę żałosne. Nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje raz się śmiałam a raz płakałam. Chyba naprawdę do reszty zwariowałam. Po chwili poczułam wibracje w mojej torebce. Gdy ją otworzyłam zobaczyłam telefon. Trzydzieści pięć nieodebranych połączeń. Znów ktoś zadzwonił. Nie widziałam dokładnie ponieważ oczy miałam całe spuchnięte od płaczu. Odebrałam. - W końcu ! Odebrałaś ! Gdzie ty się podziewasz ? Co się stało ? - Wiki zaczęłam na mnie wrzeszczeć tak jak nigdy dotąd. - Nic. Jestem bezpieczna. Nie martw się. - odrazu się rozłączyłam. Za chwile znów do mnie dzwoniła lecz nie miał ochoty z nikim gadać. Teraz tylko wpatrywałam się w wschodzące słońce. I pomyśleć że przeleżałam w lesie całą noc na powtarzaniu raniących mnie słów.

2 komentarze:

  1. Wy to macie wyobraźnię :D No nic...świetny, fantastyczny, najlepszy rozdział :D Daebak! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjemnie się czyta :3 Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń