Siedziałam tak jeszcze 10 minut kiedy podniosłam się i powoli ruszyłam w stronę hotelu.
Byłam cała brudna ,a moja sukienka wyglądała jakby zaatakowało mnie stado wilków.
Gdy szłam przez ogród każdy patrzył się na mnie z wielkim zażenowaniem i obrzydzeniem. Jakbym była najochydniejszą osobą na świecie.
W końcu dotarłam do apartamentu. Otworzyłam drzwi i upadłam. Czołgając się po podłodze dotarłam do łóżka. Nagle do pokoju wpadła Wika. Na początku była bardzo zła ale gdy zobaczyła mnie w takim stanie nie powiedziała nic tylko wezwała lekarza.
- Co dokładnie stało ci się w nogę ? - spytał lekarz.
- Upadłam na ska... AŁA ! - syknęłam gdy przyłożył mi wacik z wodą utlenioną.
- Słucham ?
- Mówię, że upadłam na skałę - odburknęłam
- To na drugi raz patrz pod nogi bo mogło się to skończyć o wiele gorzej. Dziś o dwudziestej przyjdź do mnie do gabinetu. Trzeba ci to zszyć. - powiedział stanowczo i wyszedł.
- GDZIEŚ TY SIĘ PODZIEWAŁA ?! - krzyknęła Wiki ale po chwili opanowała swój ton i zaczęła od początku. - Wiesz jak się martwiłam ? Gdzie byłaś ? Co się wczoraj stało ?
- Przepraszam. Mówiłam ci że jestem bezpieczna.
- No właśnie widzę że byłaś w bardzo bezpiecznym miejscu ! - znów się zdenerwowała. - Mniejsza o to. Co się stało ? - Opowiedziałam jej całą historię. Była w szoku. Jednak ja już wszystko zrozumiałam. Przecież nie każda miłość kończy się happy endem.
- Naprawdę tak mi przykro. - powiedziała przytulając mnie.
- Oj przestań. Już wszystko w porządku. Jak widać wypłakałam swoje żale. - zaśmiałam się.
- Nawet w takiej sytuacji nie opuszcza cie dobry humor. Jesteś niesamowita. - uśmiechnęła się lekko.
- A jak z Tabim ? Opowiadaj. - na te słowa Wiktoria zrobiła się cała czerwona.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Więc... - zaczęła się śmiać.
- No co ?
- Po kolacji pocałowałam go. - zaczęłam cieszyć się jak głupia. Przynajmniej jej się udało.
- Jak zareagował ? - spytałam z ciekawością.
- Dobrze. Nawet za dobrze. Zaczął przepraszać, że wcześniej mnie nie zauważał i, że teraz będzie poświęcał mi więcej czasu. Był taki słodki. A ! I kazał ciebie również przeprosić że próbował cie uwodzić. - to nawet nie wyglądało na uwodzenie. Ale już nie chciałam nic mówić tylko cieszyłam się razem z nią.
***
Zbliżała się dwudziesta. Wyszłam z apartamentu. I kiedy wlokłam się po korytarzu nagle usłyszałam czyjś głos.
- STÓJ! - powoli się odwróciłam. Zobaczyłam smoczego który zaczął biec w moją stronę.
- Musimy porozmawiać... - myślałam że sobie żartuje ale jego twarz nie wyglądała na zbyt radosną.
- Przepraszam nie mam czasu. - odparłam.
- To co wczoraj powiedziałem... - przerwałam mu.
- Nie martw się. Już wszystko zrozumiałam. Wiem że mnie nie kochasz. Dotarło to do mnie.- ruszyłam w stronę schodów.
- Nie to nie tak... - znów mu przerwałam.
- Naprawdę nie musisz być dla mnie miły. Bądź sobą. Zawsze cie takiego lubiłam. Gdy byłeś „ "ONE OF A KIND“. Mam nadzieje że kiedyś znajdziesz swoją prawdziwą miłość i będziesz z nią szczęśliwy. Powodzenia. - lekko się uśmiechnęłam, uścisnęłam mu dłoń i odeszłam. Te słowa miały oznaczać pożegnanie. Miałam nadzieje że już nigdy go nie spotkam.
Uroniłam łezkę na końcówce... ;-;
OdpowiedzUsuńSuper ♥
OdpowiedzUsuń